Wigierski Park Narodowy i pogranicze Polski i Litwy

Dzień zero

Wigierski Park Narodowy
Wigierski Park Narodowy

Relację z naszej wyprawy po krajach bałtyckich rozpoczniemy od wizyty w Wigierskim Parku Narodowym, gdzie tak naprawdę zaczęła się cała przygoda. Po raz kolejny oficjalnym startem rajdu uczyniliśmy Suwałki, do których dojechaliśmy pociągiem rowerowym.W odróżnieniu od majówki, tym razem nie doświadczyliśmy wrażeń puszkowanych sardynek i w połowie pustym wagonie dotoczyliśmy się do bieguna zimna Polski. Tak medialnie zwą się Suwałki, choć tego dnia raczej temperatura sugerowała biegun przeciwny  i niełatwo było nam wskoczyć na rowery. Na szczęście dystans jaki zaplanowaliśmy tego dnia nie przekraczał 40 km. Mieliśmy zwiedzić tylko Wigierski Park Narodowy i przenocować na półwyspie pod pokamedulskim  Klasztorem.

Klasztor w Wigrach
Klasztor w Wigrach

Wigierski Park Narodowy

Upał był koszmarny, a może wrażenie to potęgowało 8 godzin spędzonych w dusznym pociągu. Dobrze  że niedługo po wyjeździe z miasta wpadliśmy w cień lasu otaczającego największe polskie jezioro i mogliśmy trochę odetchnąć. Droga prowadziła nas to przez leśne ścieżyny, to przez malutkie wioski. Park Wigierski nie zrobił na nas wielkiego wrażenia, nawet przyznam, że poczuliśmy ukłucie rozczarowania, gdyż nastawiliśmy się na wyjątkowo czarującą naturę, a nic nas w przyjeziornej florze szczególnie nie urzekło. Być może z kajakowej czy łódkowej perspektywy inaczej to wygląda. W przyszłości nie omieszkamy sprawdzić tego osobiście.

Znowu deszczowy początek

deszczowy początek
deszczowy początek

Nocleg poprzedzający oficjalny start wyprawy spędziliśmy na kempingu nad jeziorem Wigry tuż pod słynnym kamedulskim klasztorem. Korzystając z upalnej pogody wskoczyliśmy wieczorem do jeziora, co przyniosło wielką ulgę naszym spoconym ciałom. Trafiliśmy z kąpielą w idealną porę. Ledwo zdążyliśmy się osuszyć a już zebrały się nad nami czarne chmury, które przyniosły burzę i znaczne ochłodzenie. Niestety długofalowe. Następny dzień przywitał nas deszczem, śmialiśmy się, że tradycją już będzie iż wszystkie nasze wyprawy rozpoczynamy na deszczowo. Nie mając za bardzo wyboru spakowaliśmy się i ruszyliśmy na wschód.

Synagoga w Sejnach
Synagoga w Sejnach

Na Litwie

W siąpiącym deszczu przykryci niezbyt szczelnymi pelerynami dojechaliśmy do Sejn. Zanim przekroczyliśmy granicę zjedliśmy obiad pod parkową wiatą i liczyliśmy na ustąpienie deszczu. Ten jednak za nic miał nasze nadzieje i siąpił nieprzerwanie, jakby chcąc nas odwieść od naszych rowerowych planów. Oczywiście do tego było daleko. W Sejnach zobaczyliśmy jeszcze synagogę, obecnie funkcjonującą jako lokalne muzeum i lasem dotarliśmy do granicy z Litwą. Deszcz narastał. Dojechaliśmy do najbliższego miasteczka Kopciowa (Kapčiamiestis) i stwierdziliśmy, że dalsza walka z ulewą jest daremna i trzeba przeczekać oberwanie chmury.

Deszczowa Emilia Plater
Deszczowa Emilia Plater

W centrum wioski znaleźliśmy piekarnię, gdzie nie tylko mogliśmy przeczekać deszcz ale także zjedliśmy przepyszne drożdżówki. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że Kopciów jest miejscem pochówku Emilii Plater i znajduje się tu muzeum jej pamięci. Nasz plan zwiedzenia go spełzł jednak na niczym i mimo oficjalnych godzin otwarcia placówki pocałowaliśmy klamki. Na szczęście deszcz zelżał, więc wskoczyliśmy z powrotem na rowery.  Jechaliśmy dalej przez niewielkie wioski z wieloma opuszczonymi drewnianymi chatami i zastanawialiśmy się, jak tu ludziom, tym co mimo wszystko pozostali, płynie czas i czym go wypełniają.  Wieczór zastał nas u podnóża Dzukijskiego Parku Narodowego, więc zdecydowaliśmy  się przenocować jeszcze przed wjazdem w obszar chroniony. Niebo znacznie się przejaśniło. Mieliśmy nadzieję, że deszcz został już za nami.

Drożdżówki z rodzynkami
Drożdżówki z rodzynkami

Nasze media społecznościowe: Google plusInstagramFacebook.

You may also like...

Inline
Inline