Fakty i mity o podróżowaniu rowerem

You may also like...

13 komentarzy

  1. Janusz pisze:

    Za stary na rowerowe wyprawy…hmm. Trochę jest w tym prawdy, ale wystarczy spakować sakwy, i zrobić ten pierwszy kilometr, to zapominasz ile masz lat – a jedziesz z radością. Moje 75 nie przeszkodziło mi ubiegłego lata przejechać z Rzeszowa, do Białegostoku samotnie, w deszczu i chłodzie 8 st. tylko było, a w nocy 5 st. Kilka lat temu – dość uciążliwa Korsyka – kto tam był z rowerem, to wie. Plany na następne wyprawy rowerowe?…są. Pozdrawiam.

  2. Lukasz pisze:

    A ja dodam swój komentarz w zakresie “najtańszy środek transportu”. Chodzi o koszt “paliwa” do roweru – czyli jedzenia dla rowerzysty. Pomijam celowo koszt roweru (sam jeżdżę na całkiem fajnym, ale kupionym z drugiej ręki – czyli drogim ale kupionym tanio), kosztów eksploatacji i wszystkich akcesoriów rowerowych. Na przestrzeni ostatnich paru lat trzy razy jechałem z Wrocławia nad Bałtyk (Międzyzdroje/Kołobrzeg). Dwa razy na góralu (dwa dni jazdy) i dwa razy na przełaju (jedna doba jazdy, od rana do rana z zarwaną nocką w trakcie przesilenia letniego).

    “Spalanie” na drodze na rowerze wyszło mi podobnie jakpaliwo na dojazd samochodem. Jadąc cały dzień trzeba wrzucić w siebie sporo kalorii – mówimy tu o śniadaniu, II śniadaniu, obiedzie, kolacji, batonach w międzyczasie, napojach itd. Jeżeli już się rozkręcimy, i organizm wejdzie na wyższy metabolizm, to można (i trzeba) naprawdę dużo zjeść. I wyjdzie ze 150 zł na jedzenie, które “spalimy” jak samochód benzynę. Te 150 zł może się wydawać dużo, ale za tę cenę mozna kupić “na głodzie” akurat to, co wpadnie w ręce (bez frykasów) i jest możliwe do spożycia na szybko (odgrzewanie gotowych dań odpada).

    Jeżeli chcielibyśmy coś sportowo-specjalistycznego do jedzenia, to wyszłoby również drożej.

  3. eReS pisze:

    Ten bolący tyłek, to nie tylko złe siodło, często … “niewprawiona (__*__)”. Im więcej się jedzie tym mniej boli. Siodło tak, po kilkunastu km robi sie niewygodne i boli, wszystko, to dobre, tylko gniecie i to ugniecione boli. Mówimy siodle tylko w sytuacji kiedy jest ono dobrze ustawione.
    Czasami podróżowanie Z rowerem jest … do kitu. Przewieźć maszynę w polskich warunkach … czasami doprowadza do łez. PKP nie tylko nie ma przystosowanych wagonów, albo ma ale w niewielkiej, mocno ograniczonej liczbie, to jeszcze możliwości przewozu są często ograniczone – rozkład, połączenia, ilość miejsc itd.

    Tak poza tym, dla zaczynających z podróżowaniem, debiutantów rowerowania artykuł mocno przydatny

    • Planeta Dzika pisze:

      Racja, przewóz roweru pociągiem to przygoda sama w sobie. Mamy na to kilka patentów, w zależności od typu pociągu. Jeszcze o tym napiszemy! 🙂

      • j pisze:

        Bez przesady. Kombinacja IC i Regio pozwala dojechać do każdej stacji (a bywało, że mój rumak wracał Pendolino). Co do piątego punktu punktu podparcie – nie bądźmy “księżniczkami na ziarnku grochu”. Od lat podróżuję na “sztywniaku”, ale – wyposażonym w amortyzowaną sztycę i siodełko żelowe. Nawet “pielucha” nie jest potrzebna…

  4. Jacek pisze:

    Samo podróżowanie rowerem faktycznie jest tanie, ale czasem trzeba rower przewieźć jakimś środkiem transportu. Wtedy jest ciut drożej. PKP nie zdziera z nas skóry, a niektóre regionalne połączenia wożą rowery za darmo, ale już wyjazd za granice może nas kosztować. 🙂 Aha, na niektórych liniach kolejowych pod Londynem można przewozić tylko małe, składane rowerki.

    • Planeta Dzika pisze:

      Faktycznie rowerowe wyjazdy zagraniczne są droższe. Jednak na początek, gdy faktycznie nie mamy kasy, można zwiedzać własny kraj. 🙂 A nawet jeśli zapłacimy za nadanie roweru samolotem, to będzie to tańsze niż wypożyczenia auta na tydzień czy podróżowanie własnym.

  5. Sławek pisze:

    Rowerowe podróże to sposób zwiedzania świata dla ubogich?! No większej bzdury nie słyszałem! Właśnie takie podróże, wyprawy czy wycieczki powodują, że człowiek odrywa się od codzienności, od czasami dziwnych ludzi, od wypasionych aut czy motorów. To “przytulenie się” do natury, którą można docenić poruszając się po szlakach i ścieżkach rowerowych naszego pięknego kraju powoduje, że wieczorem, po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów jesteśmy pozytywnie zmęczeni z planami na następny dzień 🙂

    • Planeta Dzika pisze:

      Sławek, to prawda co piszesz, ale Twoje argumenty ni jak mają się do tezy, że podróżowanie rowerem jest odpowiednie dla ludzi bez kasy. Właśnie dzięki taniości roweru nawet mniej zamożni mogą oderwać się od codzienności o której piszesz i zwiedzić kawał świata.
      Więc podtrzymujemy nasz pogląd – tak, rower jest (albo może) być bardzo tani i otwiera okno na świat każdemu niezależnie od grubości jego portfela.

  6. Krzychu pisze:

    Jeśli jazda na rowerze przestajemy traktować jak dojazd do sklepu lub do pracy i robimy tygodniowo kilka set km wtedy przestaje rower być tak tanim środkiem transportu . Serwis części to wcale nie jest takie tanie a na dalsze wycieczki sprzęt musi być sprawny na 100%

  7. Borubar pisze:

    Tyłek boli tylko za pierwszym razem po bardzo długiej przerwie w jeżeniu. Jeśli ktoś jeździ regularnie takie zjawisko nie wystąpi w ogóle.
    To nie jest kwestia przyzwyczajenia, tylko wyćwiczenia i wzmocnienia mięśni które się tam znajdują.

    Podobnie jest z bólem nóg gdy ktoś wybierze się na długą pieszą wycieczkę po raz pierwszy…

    Jeśli już się komuś przydarzy dłuższa przerwa w jeżdżeniu albo dopiero zaczyna jeździć na rowerze powinien zacząć od krótkich tras, na początek 10-15km, 4-5 dni na regenerację, potem 20-25km i znów kilka dni na regenerację, dalej już może jeździć nawet codziennie, stopniowo wydłużając dystans o kilka km i nic go dnie będzie bolało.

    • Planeta Dzika pisze:

      Masz rację, aby zniwelować ból najlepiej po prostu wyćwiczyć tamtejsze mięśnie. Jednak totalnie źle dobrane siodełko rowerowe niestety również ma wpływ na powstawanie bólu tyłka. O ten aspekt również warto zadbać zawczasu.